W kręgu zastanawiania się nad sensem tego, co robimy w życiu, wielu z nas patrzy na to, jak na obieg krwi w organizmie. Krew staje się walutą duszy, która w obliczu niekończących się trudów dnia codziennego zaczyna odgrywać rolę klątwy faraona. Część podejmuje walkę, stając dumnie do wyścigu szczurów, uważając, że efekty specjalnie do ich malutkich zwycięstw stworzył Spielberg. Tak, nadmuchana bańka zjawiska, które w psychologii zyskało dumną nazwę “resilence“, stanowi elementarny składnik nadziei, ostatniej warowni przed najeźdźcami depresji. Jedni żyją w obiegu otwartym oraz zowią siebie samymi zwycięzcami życia, a są tak naprawdę megalomanami o ekstrawertycznym typie osobowości. Inni tworzą wokół siebie bańkę mydlaną, która ma według ich mniemania stanowić zaporę przed całym gównem świata. Tym samym, tworzą pomnik memento mori w każdej czynności, która przychodzi im z coraz większym trudem. Każde słowo, które kiedyś wychodziło spod pióra geniusza uznaje się często za frazes.

Ars bene moriendi

Życie staje się sztuką bezwładnych spojrzeń mijającego się egoizmu w alejach różanych monarchii. Każdy z nas tworzy dynastię, która, jak krzyż niesie się wśród kontuarów groteski śmiechem samozadowolenia. Można by rzec Ars bene moriendi, które wraz z następnymi pokoleniami coraz bardziej zmienia się w prostactwo codzienności. Jedne kontynenty umierają w obliczu gonitwy za jutrem, a drugie przeżywają rozkwit związany z przyrostem naturalnym. Badacze coraz częściej wskazują, iż starzenie się komórek zostało specjalnie zaprogramowane przez nas mózg, aby uniknąć postępującego obłędu w związku z nieprawidłową konstrukcją duszy zawartej w naczyniu. A jednak, mimo to zmierzamy ku coraz dłuższemu życiu, chcąc go brać całymi garściami, może właśnie o to chodziło. Niemalże każdy aspekty otaczającego nas wszechświata ( jeśli nie każdy) oparty jest na dualizmie oraz funkcjonującej w ramach przeciwstawnych sił harmonii. Więc jak to się dzieje, że coraz większa ilość ludzi umiera jeszcze za życia. Czy stworzenie, które wewnętrznie jest puste, wciąż żyje?

Cena ewolucji regresywnej

Sztuka, skomplikowanie w obliczu wzmożonego przyśpieszania życia, zostaje uproszczona. Wkrada się tylnymi drzwiami ignorancja, która zajmuje miejsce wcześniejszej kreatywności, inicjatywy badawczej. Człowiek staje się wobec tego bierną ofiarą wobec otoczenia, które wymusza na nim dostosowanie się do asystolii poznawczej. Niebezpieczeństwo owego zjawiska można sprowadzić do zjawiska zawężania palety barw zachowań, gdzie z czasem pozostanie nam jedynie biel lub czerń. Oznacza to, iż nie możemy być szarymi ludźmi, którzy dzień w dzień chodzą do pracy, topiąc swoje smutki oraz nienawiść wieczorami w różnorakich aspektach jednorakich. Nie należy też mylić ukojenia z poddaniem się, gdzie pozorny spokój zastępowany jest stopniowo przez strach osobowości. W ten sposób zamykamy się na świat, który nas otacza, a wyjście duszy poza ciało niekoniecznie będzie właściwym wyborem.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *