W obliczu rozwoju cywilizacji, a wraz z nią pojmowania ludzkiego, rozwijała się równolegle filozofia współczesna. Szerokokątne spojrzenie na świat niczym paideia tworzy naturę ludzką upiętą w gronostaju algorytmów nieuporządkowania. Alea iacta est rzucone tożsamości własnego JA, w zgodzie z teorią Ingardena nasze życie jest niczym „Stair way to heaven” wykonawcy Led Zeppelin.

Czymże jest tożsamość jednostki w obliczu otaczającej nas masy samoświadomej papki? Wielu stawia sobie za cel odnalezienie drogi do oświecenia niczym mnisi tybetańscy. Poszukują drogi do odnalezienia samego siebie, ale czy nie zatracają się w tym? Przecież wyznacznikiem tego, kim jesteśmy są nasze czyny. W erze globalizacji spotykamy się z powszechnym otępieniem na cierpienie ludzkie, które dawniej miało uszlachetnić ludzką duszę. Już sam Gombrowicz wskazał, iż nastąpiła „detronizacja śmierci i intronizacja bólu”. Ból jest tak powszechny, iż stał się folklorem codzienności przeciętnego Kowalskiego. Zaczęliśmy ćwiczyć piękno mowy w obliczu spotkań trzeciego stopnia z kłamstwem codzienności, czyniąc z kłamstwa coś naturalnego. Życie nabrało tempa, a wraz z nim zaczęliśmy udawać, iż zapełniamy pustkę pracą zawodową, znajomymi, by odwieść nasze myśli od ostatecznego. Ten stopień zacietrzewienia nazywa się kulturalnie wyparciem ze świadomości tego, iż upodliliśmy naturę ludzką w imię nieprzerwanego rozwoju. Rozwój stał się wyznacznikiem wartości w obliczu słów „Człowiekiem się jest, ale człowiekiem też się staje”. W obliczu hermeneutyki spoglądamy subiektywnie na roznegliżowany marazm, interpretując nieistniejący obiektywizm sąsiadujących spojrzeń. Zastanawiając się, czy paradoks w oczach społecznej mrówki to coś, co już nie istnieje, wbijając gwoździe do własnej trumny zbudowanej z wygórowanego ego.

Samorealizacja vs śmierć mentalna

Zastanawiam się, w którym momencie przestajemy się rozwijać, czy tak właściwie pojmowanie ludzkie ma jakieś granice? Moim zdaniem granicą ludzkiego pojmowania, które składa się na paletę barw tożsamości, jest samozadowolenie. Współcześnie objawia się ono w syndromie masowości oraz popularnej roszczeniowości młodego pokolenia. Ukoronowaniem tej patologii jest nieumiejętność wypowiedzenia słowa „dziękuję”. Jednostka w obliczu społeczeństwa nie ma znaczenia, więc utożsamia się z nim.  Budując ścianę płaczu z impersonalnego cierpienia, które nie prowadzi nas do żadnych zmian. A przecież to właśnie cierpienie powinno sprawiać, iż niczym feniks odradzamy się z popiołów. Skomplikowanie otaczających nas procesów mści się na nas w obliczu powszechnej generalizacji prędkości naszego życia. Nie podejmując zmian, jesteśmy elementem teorii tzw. syndromu ofiary, który stanowi podstawę do trwania w wegetacji. „Cierpienie przestało być przywilejem poetów”, stworzyło zbyt wiele barier dla prostego człowieka. Poznanie winno się odbywać poprzez wykorzystywanie paradoksu oraz normatywnego podejścia do przedmiotu badawczego, tylko w ten sposób odkryjemy złożoność codzienności. Złożoność może być dwojaka niczym pharmacon, który w zbyt dużej ilości bywa trujący.

Gdyby, tak w tożsamości nie mogło się uchować „nic bardziej zwierzęcego, niż czyste sumienie na trzeciej planecie od Śłońca”? Czystość rytualizacji pozorów mogłaby być wyciągnięciem dłoni w obliczu spalającej nas gwiazdy. A może by tak, przez chwilę zatrzymać się w miejscu we dwoje w pochwale refleksyjności i ujrzeć harmonię Ying i Yang. „Bóg umarł”, to daje nam całe życie na odkrycie instynktu przetrwania nadziei. Bądźmy więc pielgrzymem nie dziś, nie jutro, a zawsze. Ceńmy to, co spaja nas w całość i odkrywajmy aleję monarchii róż, którą sami ubarwimy łzami naszej duszy. „Cokolwiek widzisz, nigdy nie widzisz własnego spojrzenia” w obliczu nieskończonego subiektywizmu fizykalności. Należy wyjść poza ramy, by w jednym dyskursie być mistrzem, a w drugim uczniem swego rozmówcy. Powinniśmy wystrzegać się dysydentów, którzy najeżdżać będą nasze królestwo w barbarzyńskiej furii zdziecinniałego pojmowania. Socjalizacja jako wir poznawania upraszcza złożoność otaczającego nas wszechświata. Jednakowoż musimy być powściągliwy, gdyż poznanie łączy się z perwersyjnym uzależnieniem od tego, co czeka nas za rogiem. Socjalizacja, która przebiega pomyślnie, nie zostawia za sobą widocznych znaków dla dysydentów, którzy z chęcią wykorzystaliby nasze słabości.

Filozofia współczesna a tożsamość dychotomii

I tak, zataczamy koło ku niekończącej się dychotomii, która stanowi jedność, będąc tabula rasa tożsamości. Znów przywracamy złożoność w prostocie paradoksu, by odzyskać normatywność. W tym momencie winniśmy się zastanowić nad pojmowaniem czasu, na który nie można patrzeć, jak na linię prostą. Tym, co wartościowe jest trwanie w czasie, który jest wieczny, nieprzemijalny, jak nasza dusza. Pojawią się w naszym życiu „chwile brzemienne w znaczeniu”, które będą wyznaczać tor dalszego lotu. To, co musimy zrobić, to dostrzec te najważniejsze i nie dać się zwieźć fatamorganom. Należy wyjść z jaskini Platona, mimo cieni na światło dzienne – aletheię – dotrzeć do tego, co jedyne, czyste i prawdziwe. Ale, czy w tym świetle nie bywa czasem tak, że ślepniemy, patrzymy na świat przez różowe okulary? To, co utożsamiamy z czystością, może nas zwieźć na manowce, gdyż zawsze tam gdzie światło, tam zawsze jest i mrok. Idąc dalej przed siebie, mimo świadomości, iż zostaliśmy zaprowadzeni na manowce przez nasz własny tok rozumowania. Prowadzimy wojnę z samym sobą, wypierając się tego, co ma dla nas największe znaczenie, a co jest poza naszym zasięgiem. Nie chcemy się przyznać do tego, iż mamy wady, jesteśmy tylko ludźmi. Są wartości, które w naszym życiu pojawią się dzięki wybraniu właściwej drogi gdzieś na uboczu, a to one są dla nas najważniejsze.

Życie – wyścig szczurów

W obliczu metafory pędzącego pociągu, którym jest nasze życie, ulegamy iluzji przedstawienia. Myślenie staje się złudne, a my jesteśmy elementem mirażu związanego z funkcją nauczyciela. Szybkość odpowiedzi nie oznacza wartościowego toku myślenia, a jedynie jego iluzję. W ten sposób wiele rozmówców ośmiesza się, uważając za wybitnych twórców, nauczycieli życia. Nasze szanse powodzenia jako mędrca nie są uzależnione od zimnej kalkulacji a od naszego podejścia, rangi podjętej przez nas sprawy, czy też  stopnia zaangażowania. Posiadanie kalkulatora w mózgu nie wystarczy, musimy podjąć się asymilacji twórczej z otoczeniem, spoglądać za horyzont zdarzeń. Człowieczeństwo zwraca się ku platońskiej miłości, która nie bez powodu jest dla nas czymś nieosiągalnym. Gdyby perfekcja stała się standardem życia, to co by nam tak naprawdę pozostało? Uważam, że trwalibyśmy w głębokiej depresji gdzieś na rozległych wodach pośrodku niczego. I tak dochodzimy do kontrowersyjnych słów Kartezjusza „myślę, więc jestem”, zdaje się, że nic bardziej mylnego. To stwierdzenie niczym jadowity wąż kąsa nas, gdy zbliżamy się do sensu stricte dywagacji na temat inteligencji, mądrości wszelkiego stworzenia. Nigdy nie skupiajmy się na odpowiedzi, lecz na samym pytaniu, związkiem przyczynowo-skutkowym, który zrodził arogancję naszego gatunku. „Nic, co ludzkie nie jest mi obce”, znów w zgodzie cyklem historycznym zaczyna nam się mieszać spojrzenie na stan rzeczy. Dominacja humanizmu objawiła się poprzez dwoisty imperatyw, odwołując się do wcześniejszych założeń intronizacji bólu oraz wskazania na to, iż ten  kto przestał poszukiwać prawdy, doskonalić się, ten umarł. Można zauważyć pewne nawiązane do wcześniejszego pojmowania sprawy, a jednocześnie próbę holistycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Agresję w dążeniu do nieosiągalnego, dynamizm inwazyjny w dyskursach naukowych, filozoficznych, zmuszenie wiedzy do ugięcia pod jarzmem ludzkim. Atrofia moralna z premedytacją zaczyna negować, to co winno być dla nas tak ważne, wrażliwość na drugiego człowieka. By coś zyskać, musimy wpierw coś oddać, nie ma nic za darmo.

Hermas proces przyczynowo-skutkowy

I tak, już wcześniej wspomniane idee, staję się przedmiotem dywagacji, które w swym subiektywizmie zaprowadzić mogą nas na manowce. Hermas przedstawił nam założenia związane z pięcioma głównymi ideami, które występują w procesie myślowym człowieka. Pierwszą „grupą” są uniwersalne idee roszczeniowe, są swoistym paradoksem, który potrafimy wytoczyć zupełnie nieświadomie. Ale czy na pewno robimy to nieświadomie? Gdyby tak było, czy nasza świadomość nie pozostawałaby autonomicznym tworem duszy? A przede wszystkim, czy nieświadomość pozbawia nas poniesienia jakichkolwiek konsekwencji. I tak dochodzimy do tzw. uzurpacji, która niczym korzenie Yggdrassil wkrada się w każda sferę naszego życia. Zaczynamy tonąć w obliczu niezrozumienia, nie zadajemy pytań, nie podejmujemy prób zrozumienia. Wściekłość często przesłania nam nasze błędy, perspektywa zaczyna się kończyć na czubku własnego nosa. Winniśmy być świadomi odpowiedzialności za swoją głupotę, która powoduje niezrozumienie rozmówcy, a przecież kij zawsze ma dwa końce. Przebijając się przez ową barierę, winniśmy weryfikować to, co mówi nam dyskutant, gdyż przyjmowanie maski bywa normą. Odwołujmy się do złożoności, która ma być kryterium wartości przekazanych przez drugą osobę. Wiarygodność powinna występować a priori, jeszcze zanim dyskutant wypowie pierwsze słowa. Ostatnim roszczeniem jest oczywiście wielokrotnie wspominana już normatywność. W praktyce oznacza to dla czytelnika, iż złożoność eseju z automatu musi rosnąć wraz z każdym słowem. By zbliżyć się choć trochę do ideału, musimy skorzystać z efektu decentracji, który zbliży nas do tego, co nieosiągalne. Spojrzenie z punktu widzenia innej osoby, sprawia, iż przestajemy być egocentrykami. W ramach decentracji poziomej naszym obowiązkiem jest poznawanie tych samych miejsc, osób, z różnych perspektyw, by uzyskać jak najpełniejszy obraz. Uzurpacja jest przeciwnością decentracji, jest jednorodnością perspektywy jednego istnienia. Im więcej perspektyw poznamy, tym pełniejsi sami się staniemy. Inność dopełni nieboskłon naszych poglądów, niczym każdy promień słońca dopełnia nasze otoczenie. Chronotop jest miejscem w czasoprzestrzeni, które może być takim punktem odniesienia dla każdego myśliciela. Natomiast decentracja pozioma odpowiada za zgłębienie naszej wiedzy, na zatrzymanie się w tym samym chronotopie, spoglądając na niego z innej perspektywy. Zderzenie rzeczywistości bardzo często prowadzi do ogromnego postępu rozumowania danej kwestii przez tą samą osobę. Jeśli, nie jesteśmy w stanie dotrzeć do pewnych wniosków samodzielnie, to właśnie inni staną się filarem naszej ewolucji. „Cóż mi po kimś, kto myśli tak samo, jak ja” te słowa są kwintesencją przyciągania się przeciwnych biegunów w każdej sferze naszego życia. Dlatego, tak bardzo cenimy osoby, które nas dopełniają, aż w końcu bywa tak, iż zakochujemy się w nich. Trzeci rodzaj idei należy rozważać w pierwszej kolejności w kontekście trójkąta interesów poznawczych, a znajduje się w nim:

  • władza,
  • wspólnota i więź,
  • wyzwolenie.

Każdy z tych elementów ma jedno źródło – wiedzę, która stanowi potężne narzędzie w obliczu napotykanych przeciwności losu.

Instrumentalna miłość

Instrumentalizm racjonalny objawia się bardzo często w miłości monogamicznej, gdzie jedna osoba podporządkowuje się drugiej, a pierwsza przestaje ją traktować jak równoprawnego partnera. W każdym sposobie okazania uczucia winniśmy poszukiwać głębszego znaczenia procesowego np. techniki negocjacji. Instrumentalizacja, czy też inaczej interes techniczny bardzo często objawia się również w pracy. Wszechobecny wyścig szczurów, gdzie jeden wykorzysta drugiego, by uzyskać gratyfikację. „Homo homini lupus”, w zależności od sytuacji, możemy się stać narzędziem lub  środkiem, jednym ze stopni w drodze do celu technokraty. Instrumentalizm racjonalny służy najczęściej manipulacji ludzi. Wynik ekonomiczny to jedyny wyznacznik wartości dla technicznego racjonalisty. Technokrata zawsze będzie się tłumaczył w swych dążeniach interesem praktycznym. Będzie chciał pokazać, że nie służy sobie, tylko społeczeństwu. Jak na ironię ten człowiek dla wielu wydawać się będzie pełen empatii. Kreować będzie więzi wewnątrzwspólnotowe ku własnym celom, zmieniać maski w zależności od tego, czego będzie potrzebował. Kolejnym sposobem będzie interes praktyczny, gdzie poprzez konsensus dźwigać należy powierzone nam zadania, wyznaczone cele. Dotrzemy w ten sposób do mieszanki procesu myślowego – interesu komunikacyjnego, którego nie da się sprowadzić do instrumentalizmu racjonalnego. W grę wchodzi wsłuchanie się w poglądy drugiej osoby „chcę dać sobie powiedzieć”. Znów zauważamy, iż wraz z interesem emancypacji medal ma dwie strony. Postawo autokrytyczna, która ma nas wyzwolić z kajdan losu, które przypisało nam społeczeństwo. Poszukiwanie alternatyw, lepszego sposobu na spełnienie się  w obliczu konfrontacji z klasycznymi postawami. Empowerment jest wyrazem sprzeciwu wobec powszechnej krzywdy, nierównego traktowania. To właśnie ten aspekt doprowadził do powstania idei równouprawnienia płci, która jest realizowana od wieków. Emancypacja w swej esencji winna reprezentować trzy główne zasady:

  • dominację racjonalności decentracji,
  • bezkonfliktowość,
  • wolność od ograniczeń przyrody – wolność od milczenia.

Spoiwem każdej sfery filozoficznej jest etyka komunikacji. Jednakże już na wstępie naszych dywagacji, można zauważyć, iż wcale tak nie jest. Bezbrzeżność racjonalności interesów knuje na każdym kroku przeciw temu, co wrażliwe, a jednocześnie dopełnia je. Jakość rozumowania musi być wyznacznikiem dla wszelkich czynności, gestów – Ad futuram rei memoriam. Uwydatnia to dualizm rozumowania treści oraz kontekstu, bez którego dyskurs byłby jak retoryka bez słuchaczy. By zrozumieć pierwotność idei, należy podjąć się analizy jak największej ilości perspektyw, które przedstawił m.in.:

  • Gombrowicz,
  • Heidegger,
  • Hegel,
  • Habermas.

Niczym sukno metafizycznej korony dębu mamy zmieniać tok rozumowania w zgodzie z najwłaściwszą drogą ku złożoności. Koło hermeneutyczne ma być odpowiedzią na brak rozwiązania, jedno ma wynikać bezpośrednio z drugiego. Możemy je przerwać, lecz nigdy się ono nie zakończy – samoistny paradoks.

Filozoficzne “nic”, czy coś więcej?

Introspekcja jako wgłębienie w stan subiektywnego zaintrygowania jest antynomią stanu, którego efektem są przeczące sobie toki rozumowania. Czyż, przekonam Cię czytelniku, iż negatywne spojrzenie na me rozmyślania, nie stanowią rozstrzygającej wartości? „Nie rób tego, bo będziesz nikim – wolę być nikim dla Ciebie niż dla siebie”, skacząc z chronotopu na chronotop, by zrozumieć niezależnie od tego, co uzależniło wolną wolę od siebie. Przełom pozytywizmu miał wyzwolić filozofów od monotonnej metodologii, wskazać nowego ducha, gdyż nauki przyrodnicze okazały się zbyt ograniczone. 5 idei nowego ducha Bachelarda w pierwszej kolejności wskazało na niekartezjańską wizję rozumowania, naukę na błędach, odróżnienie prawdy od fałszu. Jednakże, czy tak naprawdę we wszechobecnym subiektywizmie, człowiek ma prawo do definiowania nieosiągalnego? Pozytywizm założył, iż każdy popełnia błędy, ale to nie popełnianie błędów jest najgorsze, lecz trwanie w bezdecyzyjnej wegetacji. Często jesteśmy powierzchowni i cóż z tego? Przecież, ludzkim jest popełnić błąd, ludzkim jest również go naprawić, walczyć o lepsze. W tym miejscu pojawia się realizm naiwności, który neguje istnienie barier np. pomiędzy dorosłym a dzieckiem. Każdy z nas pełni wartę na murach twierdzy umysłu, w obliczu nadchodzącego niebezpieczeństwa. Rytualizm pozorów przybiera maskę naszych poglądów, a my stajemy się cieniem kąsającym oświeconych.. Zawsze w swym rozumowaniu musimy dostrzec paradoks modlitwy humanistycznej. Wskaże nam to, iż praca organiczna prowadzić nas może do odpowiedzi, odkrycia odpowiedzi.

Tożsamość odpowiedzialności czynu

Powstanie problemu wymaga odpowiedniego podejścia badawczego, gdyż „tożsamość wyraża czyn, za który biorę odpowiedzialność”. Jednakże, to nie moment powstania problemu jest najważniejszy, a jego dostrzeżenie. W obliczu przeszkody bardzo często poszukujemy alternatyw, nie zważając na to, iż milczenie bywa naszym największym wrogiem. Często staramy się każdy problem rozwiązać sami i mimo zaangażowania nie jesteśmy w stanie dopiąć sprawy do samego końca. Kluczem do sukcesu bywa współdziałanie, charyzma za którą pójdą ludzie, trzeba ukazać kwestię społeczną. Hierarchizacja problemów na pierwszy rzut oka może być dla nas ogromnym wsparciem. Jednakże bywa i tak, że złożoność problemu nie jest kluczowa, a to, w jakim tempie potrafimy rozwiązać daną materię. Istota dualistycznego podejścia do problemu jako medalu, który ma dwie strony o złożoności niemożliwej do rozwiązania jest wręcz oczywista. Musimy oscylować pomiędzy jednym, a drugim tak, aby mieć nadzieję na dalszy rozwój. W końcu możemy nazwać przedmiot, który przewija się przez całokształt dywagacji – dylemat sprzęgania.  Z jednej strony empatia, z drugiej racjonalizm, niekończące się zmagania serca z umysłem od urodzenia. Nieoceniona ambiwalentność, która pozwoli nam ujrzeć tą samą perspektywę z obydwu stron. Dualizm codzienności potrafi doprowadzić nas nie tylko do kryzysu tożsamości, ale również racjonalności. Dzieje się to w przypadku, gdy nie ma synergii pomiędzy nami a otoczeniem. Jednym z największych kryzysów współczesności jest depresja, która wielu doprowadza do samobójstwa lub samookaleczenia. Do takich osób z zasady wystarczy wyciągnąć pomocną dłoń, z pozoru proste, w praktyce indywidualizm zachowawczy może zablokować wszelkie starania. Paradoks tej sytuacji polega na tym, iż to mężczyźni częściej popełniają samobójstwa, a przecież to kobiety uważane są za słabą płeć. Dopóki żyjemy, mamy szansę ubiec cios, gdyż możemy odzyskać nasze homo symbolicus, by stanąć w szranki dyskursu.

Prostota, a może skomplikowanie?

Największych problemów należy upatrywać się w prostocie np. braku pieniędzy. Kobiety z zasady mówią, że nie zależy im na pieniądzach, jednakże każdy wypad, każdy prezent kosztuje. Każdy z nas zna słowa, iż pieniądze szczęścia nie dają, więc dlaczego? Paradoksalnie brak pieniędzy łączy się z tak podstawowymi kwestiami, jak kwiaty dla naszej wybranki. Jednakże przecież jej nie zależy na pieniądzach, tylko na kwiatach nieprawdaż? Symbol jest tym, co jest w stanie odbudować każdego człowieka na pstryknięcie palca. Pytanie brzmi, w tym przypadku, co jest docelowym symbolem, pieniądz, a może kwiaty? W tym momencie dojdziemy do wniosku, iż punkt położenia indukcji, zależy od toku rozumowania dedukcji, cóż za paradoks! A mimo to, wciąż ma sens. Człowiek, który ulega tej sytuacji, nie zdaje sobie sprawy, iż tak naprawdę jego godność jako istoty myślącej jest gwałcona. W ostateczności każdy szuka „kozła ofiarnego”, nie przyzna się do winy, iż zniszczył drugiego człowieka. Żałość tej impertynencji sięga najgłębszych pokładów uzurpacji – rytualizacji pozorów edukacji. Wzgardzonemu pozostaje resentyment, odreagowanie złości poprzez świadomość tego, jaką krzywdę ktoś nam wyrządził. Jednakże, czy samobójstwo popełniają wyłącznie ludzie niespełnieni? Bardzo często to właśnie ludzie sukcesu, którzy zbyt wcześnie zrealizowali swoje marzenia, postanawiają ze sobą skończyć. Świat to jedno wielkie theatrum mundi, pytanie tylko, kto lub co tak naprawdę pociąga za sznurki. Często kosztem rozwiązania jednego problemu, jest powstanie drugiego. Dla przykładu koszt napisania eseju, którego dywagacje są problematyczne, to przede wszystkim czas, kreatywność, nerwy.

Czas ten można było poświęcić ukochanej osobie, która w wyniku tego ma pretensje do nas, gdyż w ciągłym wyścigu szczurów zapominamy o niej. Jest to walka z wiatrakami, która jest z nami nierozerwalnie związana. Popularnym przykładem jest również to, iż realizujemy naszą karierę zawodową kosztem najbliższych. Rozwiązuje ona problem z pieniędzmi, a jednocześnie zaczynamy cierpieć na brak czasu, który powinniśmy poświęcić rodzinie. Jesteśmy złapani w klatkę wymagań, które stawiają nam inni, a których nie jesteśmy w stanie sprostać z różnych powodów. Naszym błędem w tym wszystkim jest niemoc upomnienia się o siebie. Brak podjęcia jakiejkolwiek refleksji, która prowadziłaby do uświadomienia w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. Najlepszym przykładem na brak refleksji była asymilacja Żydów w dwudziestoleciu międzywojennym, która w ostateczności doprowadziła ich na skraj zagłady. Perfidność tej sytuacji polegała na tym, iż wiele osób znała plany hitlerowskich Niemiec, które dotyczyły holocaustu, a mimo to czerpali z tego jak największe korzyści do samego końca. Czasem jednak, to doprowadzenie kogoś do rozpaczy potrafi otworzyć komuś oczy i ironio, tak zapewne było w tym przypadku.

Rozmowa, czy aby o niej pamiętamy?

Dialog jako najlepszy środek rozwiązywania problemów wymaga od nas otwartej postawy, gdyż tylko wtedy damy sobie powiedzieć coś, co zmieni nas na lepsze. Nastąpi rewitalizacja, która choć odrobinę nawróci nas na drogę języka. W dobie inżynierii społecznej musimy korygować każdy swój krok nie tylko w oparciu o otwartość, ale również swoje własne umiejętności. Dialog ma odsłonić słuszność, zbliżyć nas do porozumienia, które wcześniej wydawało nam się nierealne – racjonalność konsensualna. Niektórzy w obliczu braku porozumienia wycofują się, dając obu stronom dialogu czas na przemyślenie, niwelują obecność, by chwilowo przetrwać. Nie dostrzegamy w ten sposób wsparcia, którego próbuje nam udzielić druga strona dyskursu, byśmy dostrzegli inną perspektywę, jesteśmy jednocześnie żywi i martwi. Nie widzimy tego, iż brak zgody na to, czego chcemy, jest dla nas ratunkiem. Najważniejsze jest to, by próbować zrozumieć siebie samego, gdyż wtedy dostrzeżemy to, co chcą nam powiedzieć inni. Puentą tego wszystkiego jest to, iż dyskurs musi dać nam powód do refleksji, do zmiany na lepsze.  Podsumowując wartościowego dialogu nie da się zakończyć, a można jedynie go przerwać. Nieskończony dualizm złożoności, która nas otacza, nieustannie winna zmuszać nas do refleksji. Zatem, filozofia współczesności sprowadza się do dialogu, który powinien być prowadzony przez obie strony na równi. Dominacja nie może występować na żadnym z poziomów, a poszanowanie wzajemnych różnic.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *